„Jeżeli zrobicie przegląd gier dedykowanych dla VR, to zauważycie brak np. zwyczajnych FPSów, w których biegamy zabijając wszystko, co stanie nam na drodze. Winna takiemu stanowi rzeczy jest choroba symulatorowa” – pisze na stronie www.RozgrywkaPodcast.pl Maciej Soiński. W artykule pt. „Choroba symulatorowa i jej wpływ na gry FPP w VR”, wyjaśnia czym jest i jak radzą sobie z nią twórcy gier wirtualnej rzeczywistości.

Choć termin ‚Choroba symulatorowa’ nie jest niczym nowym i pojawił się na długo przed pojawieniem się gogli Oculus Rift (o czym dobrze wiedzą osoby trenujące na różnego rodzaju symulatorach pojazdów), to właśnie za sprawą obecnej rewolucji w technologiach VR o problemie znów zrobiło się głośno. Mimo, iż każda kolejna generacja headsetów Virtual Reality zmniejsza skalę problemu, to jeszcze przez jakiś czas miłośnicy wirtualnej rzeczywistości będą się z nim musieli zmagać, choć nie wszyscy. Palmer Luckey – twórca gogli Oculus Rift – przyznał się niedawno, że posiada bardzo dużą tolerancję na VR i potrafi przebywać w wirtualnym świecie bardzo duże ilości czasu.

„Pewnego razu zdarzyło mi się 16 godzin, ale to było dawno temu. Zazwyczaj trwa to o wiele krócej. Różni ludzie mają różną tolerancję na VR i niektóre problemy z nią związane. Mam bardzo dużą tolerancję, więc czułem się dobrze. Moja tolerancja na to może być jednym z powodów, dlaczego zainteresowałem się wirtualną rzeczywistością, wówczas gdy ta technologia była o wiele gorsza”

Jedną z głównych przyczyn występowania choroby symulatorowej podczas korzystania z Virtual Reality jest niewystarczająca wydajność sprzętu, czyli gogli VR lub komputera. Duże znaczenie ma także samo oprogramowanie, które niewłaściwie napisane potrafi wywołać zaburzenia wzrokowe, zawroty głowy oraz mdłości. Czym jest ‚Choroba symulatorowa’ i jak radzą sobie z nią twórcy gier wirtualnej rzeczywistości przeczytacie w artykule Macieja Soińskiego pt. „Choroba symulatorowa i jej wpływ na gry FPP w VR”.

Przeczytaj artykuł: Choroba symulatorowa i jej wpływ na gry FPP w VR