Zapraszamy na pierwsze wrażenia z użytkowania gogli HTC Vive Pro, które mieliśmy okazję przetestować dzięki uprzejmości firmy Immersion.

Słowem wstępu

Jeszcze w tym kwartale do sprzedaży wejdzie nowa, udoskonalona wersja gogli wirtualnej rzeczywistości HTC Vive. Ich twórcy postawili sobie za cel stworzenie urządzenia, które zadowoli tzw. konsumentów premium, czyli najbardziej wymagających miłośników technologii Virtual Reality. Zobaczmy więc co z tych planów wyszło.

Design

HTC Vive Pro z wyglądu przypomina swojego poprzednika, jednak w przeciwieństwie do czarnego HTC Vive 1.0, model Pro do sprzedaży trafi w granatowym kolorze. Niemniej deweloperska wersja, którą mieliśmy okazję testować nie odbiegała kolorem plastiku od wersji standardowej. Granatowe wykończenia znajdowały się jedynie na nowej wersji paska podtrzymującego gogle na głowie oraz na słuchawkach i wyglądają one na znacznie ciemniejsze niż na oficjalnych materiałach promocyjnych.

Niewiele zmienił się front urządzenia, na którym znalazło się miejsce dla umieszczonych na środku dwóch kamer, prawdopodobnie dedykowanych rozszerzonej rzeczywistości (AR). Zastąpiły one pojedynczą kamerkę umiejscowioną w Vive 1.0 na dole. Niestety nie mogliśmy przetestować nowej funkcjonalności z tym związanej, jednak według pracownika warszawskiej firmy nie oferują one na tyle wysokiej jakości obrazu, aby na dłuższą metę mogły być użyteczne w doświadczeniach AR.

Rozdzielczość ekranu

Przejdźmy więc do tego co dla wielu najważniejsze. Według HTC ekrany, w które wyposażono Vive Pro wyświetlają obraz w rozdzielczości 2880 x 1600 px (615 PPI). W porównaniu do zwykłego Vive (2160 x 1200 px) jest to wzrost pikseli aż o 78%, a także o 37% liczby pikseli przypadającej na cal długości wyświetlacza. I tę różnicę zdecydowanie widać, w szczególności gdy mamy do czynienia z dopracowaną wizualnie produkcją.

W trakcie testów mogliśmy zagrać m.in. w Aperture Robot Repair (mini-gra wchodząca w skład The Lab), a także w the Blu: Whale Encounter (jedno z najpopularniejszych doświadczeń prezentujących możliwości gogli) oraz Job Simulator. Wszystkie je widzieliśmy już wcześniej. O ile dwie pierwsze produkcje prezentowały się na Vive Pro znacznie lepiej niż na Vive, to charakteryzujący się uproszczoną, kreskówkową grafiką symulator pracy nie zrobił już na nas takiego wrażenia.

To ciekawe, bowiem w opinii wielu osób pierwsza generacja headsetów HTC i Oculusa wypadała lepiej w przypadku produkcji takich jak Job Simulator czy Lucky’s Tale, niż tych, których twórcy starali się uzyskać fotorealistyczną oprawę graficzną. Vive Pro zdaje się odwracać ten trend.

Screen-door effect

Niestety muszę rozczarować tych, którzy liczyli, że w Vive Pro nie dostrzeżemy już poszczególnych pikseli. Nadal są one widoczne, aczkolwiek aspekt ten uległ zdecydowanej poprawie. Oczywiście duże znaczenie ma oprawa kolorystyczna wyświetlanego doświadczenia. Im ciemniejsza scena, tym coraz mniejsza szansa na uzyskanie efektu screen-door. Mimo wszystko został on już zredukowany do takiego poziomu, który powinien zadowolić nawet najbardziej wymagających użytkowników.

Mura effect

Dobre wrażenie psuje w pewnym stopniu efekt mury powstający w momencie, gdy poszczególne piksele emitują różne ilości światła. Zjawisko często mylone jest z efektem screen-door, jednak w przeciwieństwie do niego objawia się podczas wyświetlania ciemnych scen. Generalnie jest on mniej więcej na tym samym poziomie co w HTC Vive, co nie jest wynikiem złym, ale też odbiegającym od standardu, który niedawno wyznaczyły gogle z serii Windows Mixed Reality (zobacz naszą recenzję Acer Windows MR).

Optyka

Twórcy HTC Vive Pro wyposażyli je w nową, ulepszoną wersję soczewek. W związku z tym, że są to soczewki Fresnel, występują pewne wady, które posiada ten rodzaj optyki. Mowa przede wszystkim o tzw. „god rays” czyli promieniach światła nakładających się na obraz w momencie wyświetlania elementów o dużym kontraście, np. jasne litery na czarnym tle. Osoby, które zdążyły przyzwyczaić się do tego efektu, w przypadku Vive Pro nie powinny mieć z nim problemu.

Możemy także zauważyć niewielkie zniekształcenia i lekkie zamazanie obrazu pojawiające się w okolicach krawędzi soczewek. Niemniej sam obraz wydaje się bardziej przejrzysty i żywszy niż w standardowym Vive.

Pole widzenia (Field of view)

Pomimo udoskonalenia optyki, gogle Vive Pro nie otrzymały zwiększonego zasięgu pola widzenia. Jest on mniej więcej na takim samym poziomie (110 stopni) jak w przypadku wersji 1.0, a to oczywiście oznacza wrażenie oglądania wirtualnego świata przez lornetkę i zmniejszenie imersji.

Komfort i wygoda użytkowania

HTC Vive Pro otrzymał nową wersję paska podtrzymującego gogle na głowie. Jest on wzorowany na VIVE Deluxe Audio Strap – bardziej zaawansowanym zamienniku oryginalnego paska HTC Vive. Celem jego twórców było zbalansowanie środka ciężkości headsetu i wydaje się, że został on zrealizowany. Nosząc zwykłe Vive możemy mieć wrażenie, że headset zsunie się z głowy jeżeli pochylimy się do przodu. Korzystając z Pro czegoś takiego raczej nie zauważyliśmy.

Pasek został wyposażony w zintegrowane słuchawki, które możemy w pewnym zakresie odchylić. Nie musimy więc już posiadać własnego zestawu słuchawkowego.

Podsumowanie

HTC Vive Pro wydaje się krokiem w dobrym kierunku. Zwiększona rozdzielczość to nie tylko chwyt marketingowy, lecz także zauważalna różnica w jakości obrazu i znaczne zniwelowany efekt SDE. Gogle wydają się być również bardziej wygodne, co może mieć duże znaczenie dla osób nastawionych na wielogodzinne sesje w VR. Niestety nie udało się wyeliminować innej bolączki współczesnych gogli VR – małego zasięgu pola widzenia.

W tej chwili pozostaje w zasadzie jedna niewiadoma – cena headsetu. Jeżeli zostanie ona ustalona na poziomie zbliżonym do kwoty jaką musieliśmy zapłacić za HTC Vive w dniu premiery, Vive Pro może dla wielu okazać się interesującą propozycją.

HTC Vive Pro